Środowe spotkanie pod znakiem kota, robótek i książką do czytania.
"Bielszy odcień śmierci" Bernard Minier.
Dwadzieścia jeden godzin przyjemnego słuchania.
Zapierająca dech w piersiach atmosfera.
Wyjątkowa podróż w krainę najgłębiej skrywanych ludzkich lęków.
Grudzień 2008 roku, dolina w Pirenejach. Wczesnym rankiem pracownicy elektrowni wodnej znajdują na górnej stacji kolejki linowej okaleczone ciało konia.
Tego samego dnia młoda absolwentka psychologii obejmuje posadę w ściśle strzeżonym zakładzie psychiatrycznym dla przestępców, położonym w tej samej dolinie.
W ciągu kilku dni okolicą wstrząsają kolejne zbrodnie. Śledztwo prowadzi komendant Martin Servaz, czterdziestoletni policjant z Tuluzy.
Wkrótce się okaże, że bajkowe górskie miasteczko kryje mrożące w żyłach tajemnice.
Sweter spadł już z drutów, a włóczka na kolejną robótkę czeka.
Włóczką zaczął interesować się pan kot i leniwie wokół kroczył.
Jak wyciągnęłam do zdjęć skończony sweter to zaczął się na nim układać.
Chyba zaczął sprawdzać czy też wełniany.
Tak mu się spodobało, że wyszły zdjęcia kota ze swetrem.
No cóż.
Chyba trochę go widać?
Wszystkiego nie zasłonił.
Nawet nie chciało mu się ruszyć.
Tylko oczy otwierał ze zdziwienia.
Dziękuję za wszystkie ciepłe słowa od WAS pod ostatnim postem.
Pozdrawiam